8 lutego 2022

RECENZJA: Twój Carter- Whitney G.


Carter i Arizona znają się od podstawówki. W dzieciństwie byli największymi wrogami, a ich relacja rozpoczęła się od wzajemnego dokuczania sobie w szkole. Cartera nieustannie drażniła przemądrzałość Arizony, a dziewczynka ciągle skarżyła się na niego rodzicom i nauczycielom. Pierwsze liściki, jakie wymieniali, to właśnie pełne przezwisk i obelg karteczki, w których pisali sobie rzeczy, których nie mogli powiedzieć głośno na szkolnych korytarzach, nie pakując się w kłopoty. Z czasem wymiana docinków zaczyna ich jednak coraz bardziej bawić i powoli prowadzi do nawiązania przyjaźni, która trwa przez kilkanaście lat. Przez cały ten czas nieustannie wymieniają wiadomości.

Przez lata żadne z nich nie czuje pociągu do tego drugiego – choć kolejne osoby, z którymi się spotykają, często bywają zazdrosne o ich relację. Carter ma wiele przelotnych związków, Arizona bezskutecznie szuka tego jedynego i często pomagają sobie w podrywaniu innych osób, a gdy ich związki nieuchronnie dobiegają szybkiego końca, wzajemnie się wspierają. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia Arizona zdaje sobie sprawę, że jest zazdrosna o przyjaciela, a Carter, pod wpływem zachwycających się Arizoną znajomych spogląda na nią w innym świetle. Oboje muszą się zmierzyć z pytaniem, czy warto ryzykować utratę wspaniałej przyjaźni dla szansy prawdziwej miłości…

"Twój Carter" absolutnie nie jest złą książką, jednak spodziewałam się czegoś lepszego. Czyta się ją stosunkowo szybko i przyjemnie, ale mnie osobiście zabrakło w niej emocji. Takich, które poczułabym całą sobą. Nie jest to niestety historia, która pochłania czytelnika bez reszty.

Bohaterowie zostali wykreowani dość powierzchownie, niewiele się o nich dowiadujemy. Jakoś ciężko mi było się do nich przywiązać. Po za tym Ari strasznie mnie zdenerwowała swoim zachowaniem wobec jednego z bohaterów. Sceny erotyczne, które się tutaj pojawiają może nie są jakieś wulgarne, ale nie są w moim typie. Czytanie ich w ogóle nie sprawiało mi przyjemności, były takie płytkie, totalnie nie czułam tych iskier namiętności, ani chemii pomiędzy bohaterami. Brakowało mi takich totalnie elektryzujących scen pomiędzy nimi.

Mało przekonywujący był też dla mnie moment, w którym oboje zdali sobie sprawę z tego, że czują do siebie coś więcej. Jak za pstryknięciem czarodziejskiej różdżki, oboje w niemalże tym samym czasie, bez żadnego konkretnego powodu. 

Podsumowując, ogólnie książkę czytało mi się dobrze, nie żałuję że po nią sięgnęłam, ale nie jest to historia, która zostanie ze mną na dłużej. Podczas czytania pojawiał się na mojej twarzy uśmiech, ale nie mogę nazwać jej najzabawniejszą historią jaką czytałam. Były też momenty wzruszające, ale doświadczałam bardziej wzruszających, podczas czytania innych historii. Po prostu uważam, że jest dużo lepszych romansów tego typu. "Twój Carter" to historia, którą czyta się szybko, ale równie szybko się o niej zapomina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz