24 marca 2021

RECENZJA: Dziennik utraconej miłości- Eric Emmanuel Schmitt

 

Dziennik utraconej miłości to poruszające świadectwo podróży w głąb siebie, a zarazem uniwersalna opowieść o czułej relacji matki i syna ­– relacji pełnej miłości, która nie kończy się, nawet gdy tej najbliższej osoby już nie ma.


Moja matka nie chciała, żebym tylko żył, chciała, żebym był szczęśliwy. 

Mam wobec niej obowiązek szczęścia.


Autor, mierząc się ze śmiercią najukochańszej matki, jak nigdy dotąd wpuszcza nas do swojego świata i dzieli najbardziej intymnymi uczuciami oraz doświadczeniami. Za pomocą subtelnego języka i niezwykłej wrażliwości, przedstawia emocje trudne do opisania. I tak jak wcześniej Oskar – bohater uwielbianej przez czytelników powieści – pisał listy do Pana Boga, by przygotować się na przyjęcie nieuchronnego, tak teraz sam autor mierzy się z utratą najbliższej osoby, przelewając swoje myśli na karty książki.


Szczerze mówiąc dla mnie treść tej książki okazała się być mało satysfakcjonująca. Po jej przeczytaniu czuję niedosyt i lekkie rozczarowanie. Początek był bardzo dobry, ale jakoś z każdą kolejną stroną, książka mnie co raz bardziej nudziła. W pewnym momencie po prostu zaczęłam odliczać strony do końca.

Jakby ja zdaję sobie sprawę, że książka ta jest opisem osobistych przeżyć i uczuć autora po  śmierci ukochanej matki i ja absolutnie nie podważam jego rozpaczy. Natomiast książka i słowa w niej zawarte do mnie nie do końca przemówiły. Być może nie odpowiada mi po prostu styl autora? Pisze on w dość specyficzny sposób i może właśnie to miało wpływ na odbiór przeze mnie tej książki. Nie wiem, bo to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Erica Emanuela Schmitta, więc nie mam na ten moment porównania. Natomiast na mojej półce już czeka "Oskar i Pani róża", więc niebawem pewnie się przekonam. 

Liczyłam na coś naprawdę WOW, coś wzruszającego do granic możliwości. Miałam trochę nadzieję, że będzie to totalny wyciskacz łez, a okazało się, że podczas czytania uroniłam ich zaledwie kilka.. A musicie wiedzieć, że ja jestem strasznym płaczkiem, jeśli chodzi o książki. Naprawdę- bardzo łatwo się wzruszam- a tutaj praktycznie nic. Autor nie przebił się swoimi słowami do mojego wnętrza. Po prostu nie czułam tych emocji towarzyszących mu w żałobie, a bardzo na to liczyłam. 

Koniecznie dajcie znać, czy czytaliście tę książkę, lub czy macie ją w planach. 

Do następnego! 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza