25 marca 2021

RECENZJA: Bardziej kochać siebie- Aleksandra Sztorc

 

"Ukryty kawałek piekła w głowie to pogorzelisko nieistniejących wydarzeń. Przecież nic się nie stało, a pali wszystko, serce, płuca, żołądek, jelita, paraliżuje…"

Złamana dusza, poranione ciało i emocjonalne pogorzelisko – oto Zuzanna. Dorosłe Dziecko Alkoholików, zmagające się z wieloletnią depresją, wielokrotnie krzywdzone i odrzucane, także przez samą siebie. Mówi o swoim życiu tak, jakby powoli otwierała zapomnianą, rodową szafę, skrywającą wiele przerażających tajemnic – a ona jest największą z nich.

Główna bohaterka snuje swoją opowieść, pełną wstrząsających obrazów i traum z przemocowego domu, tragicznych wypadków, które naznaczyły jej dorastanie i porażek, jakie kładą się cieniem na dorosłym życiu. Stopniowo odkrywa siebie, wypowiada na głos sekrety, opisuje emocje – a wszystko po to, by przewartościować swoje życie i na gruzach wspomnień zbudować relację z samą sobą. 

Kto jej w tym pomoże, a kto stanie się jedynie przeszkodą na drodze do nowej siebie? Jak daleko będzie musiała się posunąć, jak głęboko wejść w bagno swojej przeszłości, by zostawić demony tam, gdzie ich miejsce i zacząć bardziej kochać siebie?


"Bardziej kochać siebie" nie jest łatwą książką. Nie czyta się jej ani szybko, ani przyjemnie, ale niewątpliwie warto po nią sięgnąć, ponieważ jest to lektura niezwykle wartościowa. 

Książka napisana jest w pierwszej osobie, w formie pamiętnika, dzięki czemu wszystkie emocje zawarte na jej kartkach przeżywamy wspólnie z bohaterką. Mnie osobiście ta historia bardzo poruszyła. Podczas jej czytania towarzyszyło mi mnóstwo emocji. Przez praktycznie cały czas czułam taką ogromną gulę w gardle, a łzy na czas jej czytania po prostu zamieszkały w moich oczach. 

24 marca 2021

RECENZJA: Dziennik utraconej miłości- Eric Emmanuel Schmitt

 

Dziennik utraconej miłości to poruszające świadectwo podróży w głąb siebie, a zarazem uniwersalna opowieść o czułej relacji matki i syna ­– relacji pełnej miłości, która nie kończy się, nawet gdy tej najbliższej osoby już nie ma.


Moja matka nie chciała, żebym tylko żył, chciała, żebym był szczęśliwy. 

Mam wobec niej obowiązek szczęścia.


Autor, mierząc się ze śmiercią najukochańszej matki, jak nigdy dotąd wpuszcza nas do swojego świata i dzieli najbardziej intymnymi uczuciami oraz doświadczeniami. Za pomocą subtelnego języka i niezwykłej wrażliwości, przedstawia emocje trudne do opisania. I tak jak wcześniej Oskar – bohater uwielbianej przez czytelników powieści – pisał listy do Pana Boga, by przygotować się na przyjęcie nieuchronnego, tak teraz sam autor mierzy się z utratą najbliższej osoby, przelewając swoje myśli na karty książki.


Szczerze mówiąc dla mnie treść tej książki okazała się być mało satysfakcjonująca. Po jej przeczytaniu czuję niedosyt i lekkie rozczarowanie. Początek był bardzo dobry, ale jakoś z każdą kolejną stroną, książka mnie co raz bardziej nudziła. W pewnym momencie po prostu zaczęłam odliczać strony do końca.

2 marca 2021

RECENZJA: Leć, motylku- Dominika Smoleń

Ludzie mówią, że anoreksję da się wyleczyć, lecz w chwili kiedy Viktoria  postanawia rozpocząć studia w lokalnej uczelni, zaczyna być z nią coraz gorzej, a ona nie ma już sił, by opierać się chorobie, która powoli wraca do niej ze zdwojoną siłą. 

Na horyzoncie pojawia się jednak ktoś, kto za wszelką cenę będzie chciał pomóc dziewczynie wygrać to kolejne starcie. Pozostaje tylko pytanie, czy uda się to zrobić na czas? 

"Leć, motylku" to historia o tym, że czasem najtrudniej jest walczyć z samym sobą. 

Przyznaję, że sięgając po "Leć, motylku" liczyłam na naprawdę dobrą lekturę, zwłaszcza po przeczytaniu kilku niesamowicie zachęcających fragmentów.  I na początku faktycznie książka bardzo mi się podobała. Zaiskrzyło i wciągnęło mnie praktycznie od pierwszych stron, więc myślałam, że zostanie tak już do ostatniej kropki.

Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że po drodze coś się zepsuło. Nie zrozumcie mnie źle, nie była to zła książka. Ogólnie czytało się ją całkiem szybko i przyjemnie, natomiast mnie osobiście czegoś w niej zabrakło. 

1 marca 2021

RECENZJA: Jej ogródek- Penelope Bloom


Harry Barnidge. Spotkałam go pierwszego dnia mojego nowego życia. 

Nie udało mi się spełnić największego marzenia, aby zostać artystką. Żaden mój związek nie wypalił. 

Ale tego jednego nie chciałam zepsuć. 

Zdecydowałam, że będę zarabiać kasę, tworząc rzeźby z roślin. 

I pierwszy w moim ogródku wylądował ON. 

No dobra, tak naprawdę nie tylko przycinam krzaki. Według wszystkich nauczycieli świata nie nadawałam się na rzeźbiarkę, więc postanowiłam oddać się szlachetnej sztuce upiększania ogrodów dla bajecznie bogatych właścicieli domów... nie, nie domów- REZYDENCJI. 

W razie czego, jeśli się utnie nie to, co trzeba, to przecież i tak odrośnie! 

A że nie jestem specjalnie cierpliwa, no to wyszło, jak wyszło. Z mojego pierwszego krzaczka wyrzeźbiłam... no... nie wiem, czy chcielibyście mieć taką rzeźbę w swoim ogrodzie... Ale o dziwo, jeden z największych krytyków sztuki ogrodniczej okrzyknął ją prawdziwym arcydziełem! 

A gorący Harry stwierdził, że chętnie pomoże w mojej przypadkowej karierze artystycznej... I mam wielką nadzieję, że będzie bywał w moich ogródku o wiele częściej. 


Przyznam szczerze, że totalnie nie wiedziałam czego się po tej książce spodziewać. Obawiałam się, że będzie w niej dużo scen seksu, takiego chamskiego  i wulgarnego. Tymczasem okazało się, że scen jakiegokolwiek seksu tutaj praktycznie nie ma. A jeśli już się pojawiają, to są przedstawione w sposób bardzo delikatny i subtelny, co nie ukrywam, było miłym zaskoczeniem.

Niewątpliwie największą zaletą "Jej ogródka"  jest humor. Już dawno nie śmiałam się tak podczas czytania jakiejkolwiek książki.  Do tego dochodzi prosty język, banalna i lekka fabuła, błyskotliwe, zabawne dialogi i w rezultacie książkę czyta się wręcz błyskawicznie. Choć przyznaję, że kilka scen/ dialogów wprawiło mnie w lekkie zażenowanie.