23 stycznia 2021

RECENZJA: Someone else- Laura Kneidl

Cassie przyjeżdża na studia i wynajmuje pokój w mieszkaniu, gdzie oprócz niej są jeszcze inni studenci. Sytuacja na pozór zwyczajna wymagała jednak ze strony dziewczyny dużego samozaparcia. Jest raczej samotniczką, peszy ją obecność zbyt wielu osób, nie chadza do klubów i zdecydowanie nie przepada za głośną muzyką. 

Okazuje się jednak, że mieszkanie z rówieśnikami pod jednym dachem nie jest wcale złe. Cassie poznaje ludzi, którzy są w porządku, którzy z czasem zaczynają się o nią troszczyć, a niektórzy nawet podzielają jej pasje. 

Najbardziej fascynujący jest Auri, który w szybkim tempie staje się nie tylko świetnym kumplem, ale i najlepszym przyjacielem. A na prawdziwym przyjacielu, jak wiadomo, można polegać w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Tylko czy na pewno? 

Gdy coraz bliższa relacja Cassie i Auriego poddana zostaje ciężkiej próbie, dziewczyna zaczyna się obawiać, że to co ich łączy, nie jest tak silne, jak to, co ich dzieli... 

Jeśli miałabym porównać "Someone else" z jej poprzedniczką, to niestety muszę stwierdzić, że "Someone new" bije ją na głowę.

W "Someone else" zabrakło mi trochę akcji, jakichś ciekawych zwrotów, elementów zaskoczenia, emocji. W tej książce praktycznie nic się nie dzieje. Cała fabuła oparta jest właściwie na relacji Auriego i Cassie, co generalnie nie byłoby złe, gdyby nie fakt, że zostało to wszystko pokazane w odrobinę mdły sposób.. Pojawia się tu co prawda temat przewlekłej choroby i rasizmu, ale mimo to cała ta historia w moim odczuciu wypadła trochę nijak. 

Denerwowało mnie też zachowanie Auriego. Jego wieczne rozwiązywanie problemów na skróty, z myślą głównie o sobie i o tym co pomyślą inni, nie licząc się z uczuciami Cassie.

"Someone new" byłam totalnie oczarowana i myślałam o wydarzeniach mających w niej miejsce jeszcze długo po przeczytaniu, natomiast "Someone else" nie ukrywam, trochę mnie rozczarowała. Zwłaszcza pod kątem przebiegu akcji oraz braku głębszego rozwinięcia problemów, z jakimi borykali się bohaterowie. Nie była to jednak całkiem zła książka, bo czytało się ją lekko i przyjemnie, ale w sumie nic po za tym. Jest to jedna z pozycji idealnych na wieczór po ciężkim dniu, totalnie niezobowiązująca, momentami zabawna, urocza i nieco wzruszająca. Nie oczekiwałabym jednak od niej nic więcej. 

Miłym zaskoczeniem było na pewno pojawienie się w książce ilustracji. Bardzo fajne urozmaicenie, które za każdym razem cieszyło oko. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz