23 marca 2020

RECENZJA: Zdradzona- Magdalena Krauze



Joanna jest po czterdziestce. Ma wymarzony dom, satysfakcjonującą pracę, w której spodziewa się awansu, cudowne dzieci oraz wspaniałego męża.  
Ostatnimi czasy mąż jest jakby mniej wspaniały, bardzo często wyjeżdża w delegacje, a kiedy jest w domu, nie rozstaje się z telefonem. Joanna nie może zrozumieć zachowania Roberta, ani dystansu jaki nagle pojawił się między nimi. Dzięki skutecznym namowom sąsiadki, podstępem przechwytuje telefon męża. 
Czy po tym, co odkryje w telefonie Roberta będzie umiała stawić czoło faktom?  
Czy znajdzie w sobie siłę, aby uporać się z katastrofą we własnym życiu i być przy tym wsparciem dla przyjaciółki, która teraz bardzo jej potrzebuje? 



Zdradzona autorstwa Magdaleny Krauze nie jest kolejną głupią historyjką miłosną bez przekazu, z wulgarnymi opisami współżycia seksualnego bohaterów, których na rynku niestety jest coraz więcej. Jest to historia momentami zabawna, ale przede wszystkim bardzo przejmująca.  

Opowiada o kobiecie oszukanej i zdradzonej, ale też niesamowicie silnej psychicznie.  Kobiecie, która pomimo przeciwności losu się nie poddaje, a wręcz przeciwnie: z doświadczeń, które ją spotykają czerpie naukę i za wszelką cenę stara się odbudować swój świat i samoocenę. Myślę, że nie jedna kobieta mogłaby wiele z tej lektury wynieść. 

Autorka tak autentycznie wszystko przedstawiła, że czytając, miałam wrażenie, jakbym czytała prawdziwą historię opowiedzianą na podstawie doświadczeń jakiejś zdradzonej kobiety. Akcji jest co prawda w tej książce niewiele, wszystko toczy się bardzo powoli, na spokojnie, ale to tylko potęguje wrażenie, że czytamy prawdziwą historię, a nie kolejną fikcję literacką z napompowaną fabułą. 

Zdradzona jest raczej typową obyczajówką, ale autorka nie zanudza nas tylko przeżyciami głównej bohaterki związanymi ze zdradą męża. Znajdziemy tu także wątek romantyczny oraz sporą dawkę humoru, a  tym mocno wrażliwym i łezka w oku się czasem zakręci. 

Jedyne czego mi w tej książce zabrakło, to trochę więcej miłości i zbliżeń kochanków. Mam nadzieję, że w przyszłości pani Magdalena otworzy się na trochę bardziej odważne sceny w swoich książkach, bo czuję, że w jej wykonaniu może to być prawdziwe cudo. 

Jest to zdecydowanie lektura na jeden dzień, mimo że liczy ponad 300 stron. Pani Magdalena pisze w sposób prosty, ale jakże urzekający i wciągający. Jej książek się nie czyta, one czytają się same. 

No i ta okładka... Czyż nie jest piękna? Polecam bardzo, zwłaszcza teraz, gdy wszyscy mamy więcej czasu na celebrowanie chwil z książką. Pamiętajcie,  że książkę możecie kupić bez wychodzenia z domu, nie narażając siebie ani innych. Nawet kuriera możecie poprosić o zostawienie paczki pod drzwiami, czy za płotem. Nie popadajmy w obłęd i starajmy się też myśleć o innych, np. o autorach, którzy swoje premiery mają w tak trudnym czasie, przez co sprzedaż ich książek będzie na pewno mniejsza niż zwykle. 

Do następnego! 



11 komentarzy: