28 lutego 2020

RECENZJA: Mroczne jezioro - Sarah Bailey

Małe miasteczko położone w górach nad brzegiem jeziora ma wiele uroku. Ludzie się tu znają i wiedzą o sobie wszystko. Jest bezpiecznie i spokojnie. Tak przynajmniej było do dnia, w którym doszło do makabrycznego morderstwa. Jego ofiarą była Rosalind Ryan- młoda i piękna nauczycielka. Znaleziono ją w pobliskim jeziorze, a wokół jej martwego ciała unosiły się czerwone róże.                                                                                               Sprawę wyjaśnienia tej przerażającej zbrodni otrzymała Gemma Woodstock. Aby mogła poprowadzić śledztwo, zataiła fakt, że chodziła z Rosalind do liceum. Szybko okazuje się, że nie jest to jedyna tajemnica Gemmy. Dochodzenie nieuchronnie zmierza w kierunku przeszłości ofiary, powoli wciągając policjantkę w sieć oszustw i mrocznych sekretów, których miasteczko za żadną cenę nie chce ujawnić. Tajemnice ofiary stopniowo stają się obsesją pani detektyw. Aby rozwiązać sprawę śmierci dawnej znajomej, Gemma musi stawić czoła duchom przeszłości i własnym lękom. 


Muszę przyznać, że od samego początku byłam tą książką oczarowana. Historia wciągnęła mnie praktycznie od pierwszych stron i  byłam pod wrażeniem z jaką lekkością mi się ją czyta, mimo, że jest to jednak gatunek, jakby nie patrzeć, nieco cięższy niż romanse, po które sięgam najczęściej. 

Całość napisana jest bogatym i przyjemnym w odbiorze językiem, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę bardzo szybko i z zaciekawieniem. 

Co prawda nie można powiedzieć, że akcja w tej książce mknie jak szalona, bo w sumie jest całkiem przeciwnie. Fabuła oprócz na śledztwie, skupia się także na życiu osobistym bohaterów, oraz zamordowanej i jej powiązaniu z panią detektyw, przez co wspomniane wcześniej śledztwo jest odrobinę rozlazłe. To nieco psuje odbiór pozycji, ponieważ, o ile na początku jest to ciekawe, tak z każdą kolejną stroną zaczyna się robić coraz nudniejsze. Autorka, mam wrażenie, trochę skupiła się nie na tym co trzeba.  Niemniej jednak, nie jest to zła książka. Uważam, że jak na debiut wypadła całkiem fajnie i mam nieodparte przeczucie, że kolejne części serii o detektyw Gemmie Woodstock, które wyjdą spod pióra autorki będą bardziej dopracowane i jeszcze ciekawsze. 

Mnie ostatecznie, mimo drobnych niedociągnięć, książka naprawdę się podobała. Natomiast, no,  jeśli spodziewacie się mrożącego krew w żyłach thrillera, to się rozczarujecie. Myślę, że Mroczne jezioro spodoba się głównie osobom takim jak ja, czyli komuś kto na co dzień czyta lżejszą, bardziej "kobiecą" literaturę, typu obyczajówki, czy romanse, lub osobom, które swoją przygodę z thrillerami dopiero zaczynają.

Czytaliście? Macie w planach tę książkę? Koniecznie dajcie znać w komentarzu.

Buziaki! 

2 komentarze: