6 stycznia 2020

RECENZJA: First last night - Biancia Iosivoni



Co może sobie pomyśleć dziewczyna, kiedy znajomy chłopak od pewnego momentu zaczyna zachowywać się wobec niej opiekuńczo, stara się zawsze być w zasięgu jej wzroku, pomaga w rozmaitych sprawach, uczy się razem z nią w bibliotece na kampusie...? Może myśli, że mu się podoba? 


Trevor, wysoki chłopak o ciemnych oczach i pięknych dłoniach, już dawno wpadł w oko Tate Masterson. Lubiła dobrą zabawę, było wtedy łatwiej nie myśleć o trudnej przeszłości... Któregoś wieczoru tak po prostu wyszło, że wylądowała w jego łóżku. Zachowanie Trevora po wspólnie spędzonej nocy zaczęło dawać Tate do myślenia. Absolutnie odmawiał dalszych kontaktów, twierdził, że wszystko, co się stało, to był tylko przypadek i niefortunny zbieg okoliczności. 

Dlaczego jednak całkowicie nie zerwał tej znajomości, a angażował się w rozwikłanie najbardziej traumatycznej sprawy, jaka wydarzyła się w jej życiu? Czy kierowała nim jedynie chęć pomocy? Czy może coś zupełnie innego? 




Z powieściami Bianci Iosivoni mam, można powiedzieć, dość trudną relację. Pierwsza część tej serii mi się podobała, ale czegoś mi tam zabrakło. Drugą pokochałam miłością bezgraniczną, a trzecią... no właśnie, co z First last night

Generalnie książkę czyta się naprawdę szybko i ma ona w sobie coś, co nie pozwala się od niej oderwać choćby na chwilę. Autorka nie "zapycha" nas zbędnymi opisami, akcja szybko mknie do przodu, odnosi się wrażenie, że autorka dokładnie wie co chce czytelnikowi przekazać i robi to w bardzo umiejętny i ciekawy sposób. Niemniej jednak ta część nie znalazła się na liście moich ulubionych.

W tej historii od samego początku coś mi nie pasowało. Może to, że autorka już od pierwszych stron postanowiła "skłócić" głównych bohaterów. Przez co, przez praktycznie całą książkę śledzimy ich ciągłe sprzeczki i jakieś niedomówienia.

Po za tym historia jest do bólu przewidywalna, i ja zdaję sobie sprawę, że większość książek z tego gatunku takich jest, ale tutaj było to dla mnie naprawdę rażące. Bardzo łatwo można było połączyć elementy układanki, które autorka podsuwała nam niby dyskretnie na stronach powieści. 

Bohaterowie moim zdaniem zachowują się momentami strasznie dziecinnie, a fabuła jest mam wrażenie odrobinę naciągana. 

W First last night zastajemy narrację pierwszoosobową z dwóch perspektyw: Trevora i Tate, co akurat mi osobiście bardzo odpowiada. Dużo łatwiej jest się wtedy wczuć w historię i uczucia bohaterów. 

Mimo tego, że książka ma kilka niedociągnięć i mnie osobiście nie porwała jakoś szczególnie, to uważam, że autorka ma naprawdę dobre pióro, bo każdą jej książkę czyta się błyskawicznie i choć pod względem fabuły nie są najlepsze, to naprawdę trudno się od nich oderwać.  Myślę, że "First last night" może spodobać się wielu czytelniczkom, zwłaszcza tym w wieku nastoletnim. Ja może najzwyczajniej w świecie jestem już za stara na tego typu historyjki. 


Czytałyście? Koniecznie dajcie znać w komentarzu. Pamiętajcie też o zostawieniu lajka pod postem, abym wiedziała, że tu jesteście.

Ściskam,
do następnego! 

2 komentarze:

  1. Czasem lubię sięgać po młodzieżówki. O tej ksiazce wiele słyszałam i mam ja u siebie na półce ale brakuje czasu na jej przeczytanie.
    Pozdrawiam 😀
    www.wspolczesnabiblioteka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgodzę się z tym piórem, może książki czyta się szybko, ale ja zawsze odczuwam cień frustracji w związku ze stylem... :/ Seria jest dość lekka, przyjemna, ale nie powiedziałabym, że najlepsza w ramach gatunku.

    OdpowiedzUsuń